Igrzyska ciężkiej atmosfery

foto: Pawel Relikowski / Polska Press

Pierwszy tydzień Igrzysk w koreańskim Pjongczangu upłynął pod znakiem wylewanego żalu, dziwnych internetowych filmików i niedomówień. Atmosfera nagle zrobiła się ciężka, co powoduje, że sportowcy startują z dodatkowym obciążeniem na plecach. Oby wczorajszy medal poprawił nastroje, bo na otwarcie medalowego worka nie ma chyba co liczyć.

Problemy zaczęły się jeszcze przed Igrzyskami. Bohaterami afery z PZN w roli głównej został Michał Kłusak wraz z Michałem Jasiczkiem. Jeden Pan obiecał wyjazd pierwszemu, a inny Pan obiecał wyjazd na Igrzyska drugiemu. Sprawą zaczęły interesować się media, nie tylko te sportowe i w powietrzu pojawił się nieprzyjemny swąd. Poszedł pierwszy cios w stronę PZNu.

Potem nadszedł pierwszy dzień Igrzysk. I choć tak po sportowemu nasi skoczkowie od medalistów za bardzo gorsi nie byli, to trofeum nie zgarnęli. Nie można mieć do skoczków pretensji, ale brak medalu na skoczni normalnej spowodował, że pozostałej części naszej olimpijskiej ekipy nałożono dodatkowy balast w postaci presji. Terminarz też nie pomógł, gdyby zawody na skoczni dużej odbyły się już w połowie tygodnia i Kamil zgarnąłby w nich medal to troszkę, by wszystko zelżało. Na medal Stocha czekaliśmy jednak aż od wczoraj, a najrozmaitsze portale odmierzały ten czas „kolejnymi dniami bez medalu”. Wszystko zaczęło się nakręcać i odbijało się na Bogu ducha winnych sportowcach.

Niewypały naszych sportowców były skrzętniej notowane niż zwykle. Co gorsza, były też skrzętniej komentowane. W tym momencie dziwny film nagrała Weronika Nowakowska, w którym to użyła kilku nieeleganckich słów. Trochę dołożyli swojego biegacze. Trochę też narciarz Michał Kłusak. Zakotłowało się.

Co warto podkreślić, wszyscy Ci zawodnicy najczęściej mają rację. Co nie zmienia jednak faktu, że atmosfera gęstnieje, a to nie pomaga. Wiele komentarzy uderzyło bezpośrednio w zawodników, którym woli walki i hartu ducha nie wolno odmówić. Zawiedli działacze i mityczny „system”. Słowo, pod którym kryje się wszystko i nic.

I choć boleśnie odbija się ta ciężka atmosfera w odbiorze koreańskich Igrzysk to z drugiej strony może to dobrze, że głośno zaczynamy mówić o stanie naszych sportów zimowych. Dyskusja o infrastrukturze i poziomie szkolenia była od wielu lat zbywana, bo medalami przykrywali ją skoczkowie, panczeniści i Justyna Kowalczyk. Bo czy normalne jest, by najlepszy narciarz alpejski w blisko czterdziestomilionowym kraju sam smarował sobie narty przed startem? A to, że Mistrzostwa Polski w saneczkarstwie odbywają się na dwumilionowej Łotwie, bo w naszym kraju nie ma infrastruktury?

Szkoda, że dyskusja wyszła w takim momencie i wyraźnie przeszkadza sportowcom. Z drugiej jednak strony, czy byłoby lepiej, gdybyśmy przez kolejne cztery lata udawali, że jest wszystko ok?

 

Udostepnij!

Dodaj komentarz