Laurka dla Pana Szaranowicza

Bartłomiej Ryży/ Polskapresse

Tak się już dzieje, że niektórzy komentatorzy są z pewnymi sportowcami powiązani nierozłącznie. Wpisują się w historię niemalże razem. Po latach ciężko skojarzyć, kto był trenerem złotego medalisty, za to łatwiej przychodzi wspomnienie kto był komentatorem wielkiego triumfu. Dlatego też bywają rozstania z mikrofonem wyjątkowo bolesne, w zasadzie na równi z końcem zawodniczej kariery któregoś z mistrzów sportu.

Dziś takie rozstanie staje się udziałem Włodzimierza Szaranowicza, który to na antenie TVP potwierdził, że kończy swoją komentatorską przygodę z zimowymi Igrzyskami. Oczywiście nie musi to oznaczać końca wszelkiego komentowania, ale to trochę tak jakby sportowiec zrezygnował z udziału w swojej koronnej konkurencji, bo koronną konkurencją Pana Włodzimierza były zimowe Igrzyska.

Włodzimierz Szaranowicz to z pochodzenia Czarnogórzec i zaczął swoją przygodę z zimową Olimpiadą właśnie na Bałkanach. Był rok 1984 i jugosłowiańskie Sarajewo gościło bohaterów zimy. Zaczynał w okresie wyjątkowo niewdzięcznym dla fanów sportów zimowych w Polsce. Było to 12 lat po złocie Wojciecha Fortuny, a na 18 lat przed medalami Małysza. Czarna dziura w historii Polski na zimowych Igrzyskach. Osoby wychowane w latach dziewięćdziesiątych będą pamiętały komentarz Pana Włodzimierza raczej z nocnych transmisji NBA niż z chłodnych aren Albertville, Lillehammer, czy Nagano.

Po wielu latach doczekał się jednak spełnienia na komentatorskim stanowisku. Nadszedł czas nierozerwalnego duetu Małysz-Szaranowicz. Para ta była nierozłączna przez dekadę pojawiając się nie tylko na ekranach telewizorów, ale także monitorów komputerowych w kolejnych grach z cyklu Skoki Narciarskie. Można powiedzieć, że twarzą Małyszomanii oprócz Orła z Wisły był właśnie Pan Włodzimierz.

Nie wolno jednak zapomnieć o tym niezimowym dorobku naczelnego komentatora TVP. Zaliczał on przecież także niezliczone ilości letnich Igrzysk. Z przymrużeniem oka warto wspomnieć jak to stał się drugoplanowym bohaterem chyba najzabawniejszej komentatorskiej wpadki w historii polskiej telewizji.

Po erze Małysza nadeszła epoka Stocha z drużyną, czas niemniej ważny w polskim sporcie. I także skomentowany na niesamowitym poziomie.

Każdy kibic zapamięta Włodzimierza Szaranowicza z innej strony. Niektórym na zawsze w głowie pozostaną lapsusy językowe, nieodłączne przecież przy pracy sprawozdawcy sportowego. Inni przez lata będą mieć w głowie niesamowitą umiejętność budowania napięcia u odbiorców. Jeszcze inni docenią to jakie doświadczenie Pan Włodzimierz wnosił za mikrofon, to że był skarbnicą wiedzy. Każdy wybierze coś dla siebie.

Ja tylko zbliżając się ku końcowi pragnę przypomnieć, że Włodzimierz Szaranowicz jest pomostem między nami, a komentarzem Bohdana Tomaszewskiego. Przejął on pałeczkę i odpowiedzialność bycia nie tylko sprawozdawcą, ale też przekazywania pewnej idei sportu. Tej czystej idei, której z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej brakuje. Miejmy nadzieję, że po odejściu Mistrza zostaną uczniowie, którzy pociągną to co tak pięknie przez tyle lat prowadził Włodzimierz Szaranowicz. I tylko szkoda, że nikt nie skomentuje tak pięknie jego odejścia, tak jak on skomentował odejście Adama Małysza.

 

Udostepnij!

Dodaj komentarz