Oby Pjongczang nawiązało do Lillehammer. Oby Polacy nawiązali do Soczi.

foto: http://www.azerisport.com/

Stało się, olimpijski znicz zapłonął. Przez najbliższe dwa tygodnie będziemy śledzić zmagania współczesnych herosów z rywalami i samymi sobą. Szczególnie natomiast będziemy się przyglądać Polakom.

Co 4 lata wszyscy zimowi bohaterowie spotykają się w jednym miejscu, by wspólnie stanąć do rywalizacji o najważniejszy laur dla każdego sportowca. Jaką w tym wszystkim rolę odegrają Polacy? Osobiście liczę na trzy medale, dwa krążki stawiam naszej kadrze za cel minimum. Przygotujmy się jednak, że różnie z tymi zdobyczami dla naszych reprezentantów może być. Spoglądając chłodnym okiem, sytuacja w skokach w jakimś stopniu przypomina mi tą z zeszłorocznych Mistrzostw Świata. Niby było pięknie i cacy, ale medal indywidualnie zdobyliśmy dzięki szalonemu skokowi Piotra Żyły. Co jeśli historia się powtórzy, z tym że bez tego jednego wspaniałego skoku jak przed rokiem Piotrka? Ano zdobędziemy medal tylko w drużynie. Stan pozostałych naszych sportów zimowych jest gorszy niż przed czterema laty. Biatlonistki zeszły sezon miały bardzo zły, w tym jest lepiej, ale żadna z naszych Pań nie zdołała się wdrapać na podium zawodów Pucharu Świata. Podobnie z panczenami, kryzys jest na tyle duży, że męska ekipa broniąca brązowego medalu nie zdobyła nawet kwalifikacji na tegoroczne Igrzyska. No i jest jeszcze Justyna, ale czas nie stoi w miejscu. Od Turynu minęło 12 lat, ale jeśli dalej ma ochotę walczyć, to z całych sił ją wspieram. Za te wszystkie lata samotnej walki z norweską eskadrą należy jej się ta szansa. Dlatego też prędzej obstawiałbym jeden medal dla Polski niż powtórkę dorobku z Soczi, czy Vancouver.

Poza tym mam nadzieję, że te Igrzyska będą piękne. Koreańczycy wydali czterokrotnie mniej na organizację zawodów niż Rosjanie przed czterema laty. To powoduje mój ogromny szacunek dla tegorocznych organizatorów. Jest to też znak dla Polski, że może warto spróbować. Mając chłodną głowę, da się to tak posplatać, że budżet się zamknie, a i areny nie będą tylko niszczeć w kolejnych latach. Koszty organizacji takiej imprezy jednak dalej są ogromne. Jakiś czas temu przed krakowianami postawiono pytanie o organizację Olimpiady. Odpowiedzieli oni roztropnie, bojąc się nieprawdopodobnych kosztów takiego przedsięwzięcia. Wtedy i ja stałem za opcją rozsądkową. Dzisiaj myślę, że świat potrzebuje takich krakowskich Igrzysk. Skromniejszych, z mniejszym przepychem, sama myśl, że to Pekin za cztery lata zorganizuje zimową imprezę czterolecia napawa mnie złością. Potrzebujemy takich Igrzysk jak w Lillehammer i w taką konwencję zdaje wpisywać się Pjongczang. Chwała im za to!

W Korei nie zobaczymy czołowych hokeistów świata. Niepowetowana strata dla idei olimpijskiej. Jeśli się nie opamiętamy to stracimy najpiękniejszy twór w sporcie, jaki człowiek wymyślił. Być może na rachunkach Panów z NHL taki ruch chwilowo odbije się na plus, jednak jeśli chcemy dać szanse całemu światu bawić się w zróżnicowany sport, to takie decyzje nie mogą być podejmowane. Strasznym byłby dzień w którym funkcjonowałoby na swoich prawach kilka najbardziej dochodowych sportów na świecie, a resztę sportowców wysłano by w zapomnienie i zrobiono z nich egzotyczne ciekawostki nieznane szerszej publiczności. Nagle tylko kilka państw zaczęłoby się w to wszystko bawić, a takie kraje jak Polska znalazłyby się na peryferiach sportu. Tak jak wygląda to w koszykówce, gdzie poza NBA i Euroligą umniejszono znaczenie pozostałych rozgrywek. Tak jak w hokeju, gdzie funkcjonuje NHL i KHL. I tak jak mogłoby być w piłce nożnej, bo gdzie byśmy byli, gdyby Mistrzostwa Świata straciły całkowicie swoją rangę na rzecz Ligi Mistrzów?

Te całe przemyślenia warto podsumować słowami, które przed kilkoma dniami w rozmowie z naszym portalem powiedział Andrzej Person. Kochajcie igrzyska, bo po ich stracie nic lepszego nas w sporcie nie spotka!

 

Udostepnij!

Dodaj komentarz