ZIO PyeongChang 2018: Jak się spisaliśmy w biathlonie? Jaka czeka nas przyszłość w tej dyscyplinie?

foto: PAP/Grzegorz Momot

Płomień olimpijski w Korei dogasa, zatem czas na podsumowania tego, co działo się przez ostatnie 2 tygodnie. Emocji było niemało, zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych, zatem jest co analizować.

Początek Igrzysk wypadł w wykonaniu naszych reprezentantów dość blado. Szczególnie pogubiła się Weronika Nowakowska w porównaniu do styczniowych startów w Pucharze Świata. Tyle że słowo pogubiła jest dość średnio pasujące, bo wygląda na to, że to koreański chłód zmroził ją na tyle że nagle biegowo zaczęła odstawać od reszty. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że w tym chłodzie biegały wszystkie zawodniczki, nie tylko Polki.

Takie wyniki spowodowały, że wylała się krytyka na nasze zawodniczki. Nie wiem na ile była słuszna, a na ile niesłuszna. Wiem natomiast, że sposób w jaki została przekazana przez pojedynczych kibiców był nieakceptowalny. Weronika miała prawo się zdenerwować po przeczytaniu pewnych wiadomości. Z tym, że chyba nie powinna ich czytać. I tutaj właśnie słowo „pogubiła” ma znacznie większy sens. Wyszedł filmik spod ręki Weroniki, który dolał oliwy do ognia i zamiast o wynikach mówiliśmy o pozasportowych wydarzeniach.

W międzyczasie zapachniało nam pierwszym medalem. Świetny występ Moniki Hojnisz i bardzo solidny Weroniki Nowakowskiej w biegu indywidualnym wlał trochę nadziei w kibicowskie serca. Znowu trochę głośniej było o sztafecie. I słusznie.

Właśnie w biegu sztafetowym polscy kibice choć przez chwilę znaleźli się w niebie. Tego odmówić dziewczynom nie można. Pierwsze miejsce na ostatniej zmianie to było coś czego tak bardzo brakowało nam na tych Igrzyskach. Brakowało po prostu sportowych emocji (mam tu na myśli całokształt polskiej reprezentacji olimpijskiej). Jako ostatnia biegła Weronika, liderka kadry. Czy nie udźwignęła presji? No, trochę tak, tyle że na ostatniej zmianie to całkiem inna presja niż ta na trzeciej. Czy np. Krystyna Guzik poradziłaby sobie lepiej gdyby to ona była ostatnia w naszym zespole? Odpowiedzi już nie poznamy, ale gdyby to mnie powierzono zestawianie polskiej sztafety dzisiaj, to wystawiłbym Weronikę jako ostatnią po raz kolejny. Przez przekrój całego sezonu była po prostu najlepsza i najpewniejsza z naszych. Na całe szczęście nigdy nie będę miał na sobie tej odpowiedzialności zestawienia drużyny i mogę się zająć tylko komentarzem do wyników sportowców.

Na początku sezonu pisałem, że wszystko weryfikują Igrzyska. I co wiemy po tej weryfikacji? Biathlon w hierarchii polskich sportów zimowych dalej się broni i stoi według mnie na równi z panczenami, czyli podium w tyle za skokami narciarskimi. Tyle, że to w dużej mierze wina lekkiego kryzysu w łyżwiarstwie szybkim. Znowu zabrakło trochę szczęścia, ale to trochę tak jest, że szczęście jednak sprzyja lepszym. A może lepiej przygotowanym? Nie ukrywajmy, że technologicznie do ścisłej czołówki nam trochę brakuje. Nie umiem niestety rozstrzygnąć, czy jest w tym jakaś wina Związku.  Nadchodzi zmiana pokoleniowa w żeńskiej drużynie i jest ona nieunikniona. Jak bardzo odbije się to na jakości? Ano wydaje mi się, że dalej się będzie czym emocjonować, mamy zaplecze, które powoli dorasta do pucharowej rywalizacji. Najlepszym tego przykładem była dyskusja, czy w sztafecie kobiecej powinna się pojawić Magdalena Gwizdoń, czy Kamila Żuk. W tym miejscu chyba należy pochwalić Związek za aktywność na polu wyławiania młodych talentów i organizacji dla nich imprez. Gorzej w męskim biathlonie, Grzegorz Guzik niby postępy robi, ale są one na tyle małe, że dla przeciętnego kibica wręcz niewidoczne. Gdyby było jeszcze trzech takich Grzegorzów to pół biedy, ale reszta męskiej kadry niestety rzadko kiedy wskakuje do ‘60’ w Pucharze Świata, jeśli w ogóle.

Na koniec chciałbym się odnieść jeszcze do kwestii „zmarnowanego pokolenia”, jak to niektórzy nasze dziewczyny określili. Nie za bardzo się z nim zgadzam. Nasze Panie pozgarniały wszak kilka medali Mistrzostw Świata, żeby tylko w każdej dyscyplinie było takie zmarnowane pokolenie. Ta drużyna oprócz skoczków jako jedyna otarła się o medal podczas tegorocznych Igrzysk. Ta ekipa, jeśli jest niespełniona to na polu medialnym. Trochę nie udało nam się tego biathlonu przekazać niedzielnym kibicom. W każdym razie mam nadzieję, że za 4 lata w Pekinie znowu będziemy mogli się emocjonować polskim biathlonem w solidnym wydaniu, bo są ku temu podstawy.

Udostepnij!

Dodaj komentarz