Boyd-Clowes: Jeśli skocznie w Calgary nie będą działać, możemy pożegnać się ze skokami

Igrzyska Olimpijskie w PyeongChang były udane dla Mackenziego Boyd-Clowesa. Kanadyjczyk dwukrotnie zameldował się w drugiej serii, skacząc w przekroju całego turnieju na równym, wysokim poziomie. Na tym jednak kończą się plusy dla kanadyjskich skoków – sympatyczny zawodnik z Toronto jest bowiem jedynym reprezentantem kraju klonowego liścia radzącym sobie w zawodach na wysokim poziomie. To smutne, że nie mamy więcej zawodników, zaczynając od mojego poziomu, aż po kategorie juniorskie – przyznał w rozmowie z CBC Sports zawodnik, który na Puchar Świata jeździ wspólnie z ekipą USA.

Załapanie się do czołowej trzydziestki być może nie brzmi jak coś wielkiego ani wygląda na powód do radości, ale dla skoczka z Kanady to naprawdę wielka rzecz – podsumował swój występ Mackenzie. Myślę, że gdybym skakał na podobnym poziomie co 8 lat temu (na rodzimej skoczni w Vancouver dwukrotnie nie przebrnął kwalifikacji) to nikt w Kanadzie by się tym nie przejął. Nikt nie byłby zaskoczony, bo skoki są po prostu sportem nieobecnym w naszej kulturze. 

Boyd-Clowes jest poważnie zaniepokojony przyszłością skoków w swoim kraju. Jedyny obiekt, który obecnie nadaje się tam do treningów to obiekty w Calgary. Kluczową sprawą jest dalsze działanie obiektów w Calgary, by umożliwić rozwój młodym adeptom skoków mówi olimpijczyk i dodaje: Jeśli skocznie w Calgary nie będą działać, możemy pożegnać się ze skokami.

Kanadyjczyk podzielił się również subiektywnymi wrażeniami z tegorocznych igrzysk: To dziwne uczucie, być w wiosce olimpijskiej wśród zawodników, którzy na co dzień walczą o medale. To być może dziwne cieszyć się z zajęcia 21. miejsca, ale dla skoczka z kraju, gdzie skala skoków jest tak niewielka, gra toczy się o inną stawkę. I jestem zupełnie zadowolony.

Udostepnij!

Dodaj komentarz