Wspinaczka bez historii. Cologna stawia kropkę nad „i”.

Dziewięciokilometrowy podbieg pod Alpe Cermis, czyli słynny finałowy epizod corocznego Tour de Ski okazał się być rundą honorową dla Dario Cologni. Trzykrotny mistrz olimpijski urodzony w Santa Maria Val Müstair nie miał problemów z utrzymaniem przeszło minutowej przewagi, którą miał na starcie. Co więcej – zdołał ją powiększyć o kolejne kilkanaście sekund. Zdecydowanie więcej emocji miało miejsce za jego plecami. Ostatecznie niższe miejsca na podium całego cyklu przypadły Martinowi Johnsrudowi Sundby’emu i Alexowi Harveyowi.

Pierwsze zaskoczenie dotarło do kibiców zgromadzonych w Val di Fiemme już przed startem, kiedy okazało się, że wicelider całego cyklu – Sergey Ustyugov rezygnuje ze startu, a jednocześnie z walki o miejsce na podium XII edycji Tour de Ski. Obok Rosjanina, w bramkach startowych nie pojawiła się także para Szwedów – Markus Hellner i Jens Burman.

Od pierwszych kilometrów, w związku z przewagami na starcie, stawka biegu podzieliła się na szereg kilku grup walczących o, wydawałoby się, określone z góry miejsca. Sprawą przesądzoną zdawało się być to, że za plecami Cologni kwestia srebra i brązu rozstrzygnie się miedzy Alekseyem Poltoraninem i Alexem Harveyem, którzy na starcie dysponowali około 20-sekundową przewagą na kolejną dwuosobową grupką, składającą się z Alexandra Bolshunova i Martina Johnsruda Sundby’ego. Za rosyjsko-nowerskim duetem samotnie podążał Hans Christer Holund, goniła go zaś już większa wataha biegaczy składająca się z m.in. takich biegaczy jak Chervotkin, Rickardson, Gallard czy De Fabiani. I przez ponad połowę dystansu całego wyścigu tak to się układało. Samotnie przodujący Cologna, mimo braku jakiejkolwiek presji, powiększał swoją przewagę, wykorzystując to, że przeciwnicy za jego plecami kalkulowali w celu zachowania sił na walkę między sobą, ani myśląc rzucić się w szaleńczą pogoń na 32-letnim Szwajcarem.

Jednak w pewnym momencie, w okolicach 7 kilometra trasy na mocniejszy atak zdecydowali się Norwegowie. Holund zaczął w szybkim tempie odrabiać 30-sekudnową stratę do pary Sundby-Bolshunov, co nie pozostało bez reakcji tego pierwszego. Silne natarcie przeciwników po raz kolejny okazało się być ponad siły 20-letniego Bolshunova, który ewidentnie pogubił gdzieś formę z początku sezonu. Przez następne kilkaset metrów Holund ramię w ramię towarzyszył reprezentantowi Rosji, jednakże Sundby postanowił osamotnić rodaka i rzucił się w samotną pogoń za wciąż biegnącymi zachowawczo i ważącymi swoje siły podczas każdego odepchnięcia kijkami, Harveyem i Poltoraninem.

Aż wreszcie na ostatnich 1500 metrach ich dopadł. Presji Norwega dość szybko nie zdołał sprostać wczorajszy triumfator w biegu na 15 kilometrów ze startu wspólnego. Poltoranin jako pierwszy pogodził się z porażką, Harvey zaś nie zamierzał oddać 2. miejsca w Tour de Ski bez walki. Ostatecznie, Martin Johnsrud Sundby zdołał postawić na swoim, przekraczając linię mety o 4 sekundy przed Harveyem. Poltoranin wpadł zmordowany na metę przeszło 10 sekund później. 5. miejsce przypadło Holundowi. Kryzys Bolshunova wyraźnie się pogłębił, przez co na ostatnim etapie podbiegu pod Alpe Cermis stracił do Norwega przeszło 50 sekund. Mało brakowało, a 20-latek z Podiwotje zostałby wchłonięty przez narciarski peleton z Jean Marc Gallardem i Danielem Rickardssonem na jego czele. Zdołał jednak zachować kilka sekund przewagi nad grupą pościgową. Na dalszych lokatach uplasowali się: Chervotkin, świetny w dniu wczorajszym Andrey Larkov, Magnificat, Dyrhaug czy Iversen.

Zwycięstwo Dario Cologni w Tour de Ski pozwoliło mu pewnie wedrzeć się do najlepszej 10. tegorocznej klasyfikacji Pucharu Świata. Szwajcar, dotychczas okupujący miejsca w okolicy połowy drugiej dziesiątki awansował na 8. miejsce z 27-punktową przewagą nad następnym w tabeli Alexeyem Chervotkinem. Miejsca na podium Sundby’ego i Harveya mimo tego, że nie przełożyły się zanadto na kształt czołówki Pucharu Świata, to pozwoliły im na włączenie się do realnej walki o podium. Kanadyjczyk i Norweg, z kolejno 506 i 505 punktami na koncie, zbliżyli się na dystans 20 oczek do Sergeya Ustiugova, znajdującego się na 3. miejscu. Szóste miejsce Alexandra Bolshunova umocniło go na fotelu wicelidera Pucharu Świata. Poza zasięgiem wciąż znajduje się Johannes Høfslot Klæbo, który dzięki fantastycznemu rozpoczęciu sezonu, mimo nieobecności w Tour de Ski zachowuje przeszło 200-punktową przewagę nad resztą stawki.

Udostepnij!

Dodaj komentarz