Co wiemy po dwóch weekendach z Pucharem Świata?

Nowy sezon Pucharu Świata w skokach narciarskich dopiero się zaczął, ale pewne rzeczy już zdążyły się uwydatnić. Nie wiemy co prawda, jak długo obecny stan może się utrzymać, ale warto przeanalizować to, co zdążyło rzucić się w oczy.

Telenowela pod wiele znaczącym tytułem „walka z kombinezonami” trwa w najlepsze. Ból spowodowany stratą Piotrka Żyły chowamy do kieszeni i patrzymy na sprawę obiektywnie. Jednak sprawa tejże dyskwalifikacji jest pod każdym kątem patrzenia bulwersująca. No bo jak to, ten sam kombinezon, w jednej serii dyskwalifikacja, a w drugiej nie? FIS wybrał się na wojnę z kombinezonami. Postawiono sprawę jasno: nie będzie „świętych krów”. Słowa dotrzymali, medalista poprzednich Mistrzostw Świata ukarany. I cóż, że jakoś brakuje w tym sprawiedliwości? Wygląda na to, że FIS cały czas nie dysponuje narzędziem do pomiaru, który zapewni na skoczniach elementarną uczciwość. Widać, że poszczególne ekipy naginają przepisy, więc karzemy. Jest jednak problem z karaniem tych, co trzeba. Nowinki techniczne są cały czas o krok przed „linijką”, jaką dysponuje Walter Hofer. Cytując klasyka: „ty oszukiwałeś, ja oszukiwałem – wygrał lepszy.” Bo byłoby naiwnością sądzić, że jesteśmy w temacie kombinezonów święci. My tylko nie nadążamy (jeszcze) za Norwegią.

Nowy sezon, nowe nazwiska. Na jedno szczególnie warto zwrócić uwagę – Junshiro Kobayashi. W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata nigdy wcześniej nawet nie kręcił się wokół ‘30’. Po dwóch weekendach jest liderem cyklu. Osobiście uważam, że nie starczy mu paliwa, by żółty plastron utrzymać do końca sezonu. Jednak co wygra, to jego.

I skoro padło nazwisko Kobayashi to teraz padnie nazwa kraju – Japonia. Cała kadra poszła jakby w ślady nowego lidera, przygotowując całkiem niezłą formę na początek sezonu. Zeszły sezon to mizeria, w ‘20’ klasyfikacji generalnej po zawodach w Planicy uplasował się tylko niezawodny Noriaki Kasai. W Pucharze Narodów było miejsce 6., jednak strata do Słoweńców była ogromna, bo ponad 2000 punktów. Przewaga nad Czechami wynosiła nieco ponad 500, a całkowita zdobycz to dokładnie 1555 punktów. Słabo. Wyglądało na to, że nie ma godnych następców, a skoki w Japonii czeka stopniowy upadek. Nic bardziej mylnego. Mamy nowego rywala w walce o medal olimpijski w konkursie drużynowym.

Konkurs drużynowy w Kuusamo uwydatnił, jak bardzo czołówka Pucharu Świata odjechała reszcie. Polska, która skacząc w komplecie nie byłaby liderem po pierwszej serii, bez problemu zmieściła się w ósemce. Takie rzeczy mogliśmy oglądać do tej pory w popularnym symulatorze DSJ, a nie w transmisjach telewizyjnych.

Czas na największy zawód tego sezonu, przynajmniej moim zdaniem. Czas na Czechy. Kraj o wielkich narciarskich tradycjach spada powoli, aczkolwiek systematycznie w niebyt na światowych skoczniach. Idzie to w parze z zanikiem infrastruktury do skoków narciarskich u naszych południowych sąsiadów. Jakoś minęła moda na skoki, a obecne wyniki czeskiej kadry nie pomagają. Chciałem napisać w tym miejscu o lokacie Czechów w Pucharze Narodów, ale Ci nie zdobyli jeszcze choćby punktu. Oby przypadek Japonii był natchnieniem dla naszych sąsiadów, ale japoński kryzys był znacznie mniejszy od tego, który oglądamy w kraju Krecika.

Czeka nas jeszcze na analiza naszej kadry, ale nie będzie ona długa. Jest dobrze, ale liczymy, że będzie lepiej. To jeszcze nie czas na wrzucanie piątego biegu, dlatego mnie osobiście cieszy, że nie bijemy innych na głowę w tym momencie. Ciężko utrzymać się w pełnym gazie przez cały sezon. Największy plus naszej kadry w tym momencie to Dawid Kubacki. Bałem się, że letnia forma nie utrzyma się zimą. Dawid co prawda nie bije innych skoczków tak jak to robił kilka tygodni temu, ale stabilizuje formę o poziom wyżej względem tej z poprzednich zim. Zawsze był tym czwartym w kadrze, dziś już w żaden sposób nie odstaje od pozostałych kompanów w drużynie.

Przewidywania w tak wczesnym okresie sezonu mają to do siebie, że mogą okazać się mocno chybione. Zobaczymy, czy będziemy tylko jako żart traktować ten artykuł w marcu przyszłego roku. Życzyłbym sobie tego w kontekście Czechów, których problemy jakoś szczególnie mi leżą na sercu. Nie chcielibyśmy przecież, by kolejna nacja po Finach wypadła z karuzeli Pucharu Świata. Stracilibyśmy wtedy sporo na kolorycie.

PS. Na koniec coś dla fanów TVP. Obok Sebastiana Szczęsnego pojawiła się nowa postać na stanowisku komentatora, a mianowicie Przemysław Babiarz. Moim skromnym zdaniem jest to osoba o ogromnym warsztacie komentatorskim. Początek sezonu pokazuje jednak, że Pan Babiarz nie odnalazł się jeszcze na skoczni. Nie udało się przenieść genialnej umiejętności budowania napięcia ze stadionów lekkoatletycznych. Początki są ciężkie:

Udostepnij!

Dodaj komentarz