Węgry kolejnym letnim przystankiem polskich skoczków.

Znacie ich, nie? Tacy są najlepsi, współcześni herosi, gladiatorzy wchodzący cali na biało powracający do sportu w wielkiej chwale przy wrzawie tysięcy kibiców. Piękna historia, prawda? Niestety, aż do wczoraj nie dotyczyło to Formuły 1, zmiany dokonał Robert Kubica.

Pierwszy Polak w królowej motorsportu po sześciu długich latach powrócił wczoraj do aktualnego bolidu. W innych sportach znane są piękne historie zawodników, którzy wrócili po poważnych kontuzjach (np. Eric Abidal i powrót do gry po nowotworze), kibice płaczą ze szczęścia wzruszeni wspaniałą walką sportowców. Wyjątkiem w tym aspekcie była prawie od zawsze Formuła 1. Sport rządzony przez wielki biznes, istna bomba marketingowa przez którą przewinęło się bardzo duże grono kierowców, o jednych pamiętamy ze względu na sukcesy (Michael Schumacher), niebezpieczny styl jazdy (Kazuki Nakajima) czy pokorę i akceptowanie roli drugoplanowej w topowym zespole (Rubens Barrichello).

Data 02.08.2017 na zawsze zostanie zapamiętana przez polskich kibiców. Tego dnia, 11 lat po swoim debiucie w Formule 1 do jazdy powrócił Robert Kubica. Sześć długich lat po swoim wypadku w rajdzie Ronde di Andora fabryczny zespół Renault zaoferował swojemu dawnemu kierowcy cały dzień testowy tegorocznym bolidem. Nie wiem jak Wy, ale ja od francuskiej firmy otrzymałem najwspanialszy prezent w życiu. Węgierski tor Hungaroring pod Budapesztem leży ok. 1000 kilometrów od mojego miejsca zamieszkania i nie mogłem sobie odpuścić wspierania Kubicy w prawdopodobnie najważniejszym dniu jego kariery.

fot: Kacper Parol

Już od godziny 6:00 pod bramą wjazdową na tor zbierali się polscy kibice wyczekujący swojego idola, człowieka niesamowicie pokornego, swojego najsurowszego nauczyciela, sportowca dążącego do powrotu do domu. Ilość kibiców porażała największych ekspertów. Według obserwatorów zebrało się nas ok. czterech tysięcy ludzi, co przy terminie w środku tygodnia jest liczbą niesamowitą. O 9 rano zaczęły się testy, gdy Robert Kubica wyjeżdżał na tor, huk tysięcy gardeł był nie do opisania, chciałbym wam to pokazać, starać się pobudzić waszą wyobraźnie, ale po prostu nie potrafię, bo to trzeba było przeżyć. Usłyszeć płaczących dorosłych facetów, pocieszające ich kobiety, poziom dopaminy był na niesamowitym poziomie, ten jeden skromny człowiek doprowadził nas do ekstazy, a to dopiero pierwszy wyjazd podczas ośmiogodzinnych testów. Każdy przejazd koło trybuny krytej usytuowanej przy prostej startowej był nagradzany burzą braw, mechanicy innych zespołów podchodzili, robili nam zdjęcia, na ich twarzach malował się szok, czegoś takiego jeszcze nie widzieli. Nawet w trakcie przerwy obiadowej trwającej od 13 do 14, kibice byli głodni wrażeń, co wyrażali, nagradzając brawami obsługę toru, która co jakiś czas przejeżdżała prostą, sprzątając nawierzchnie.

W trakcie porannej sesji dzień na Hungaroringu przyniósł kolejną niespodziankę, podczas przechadzki po torze zauważyłem grupę polskich skoczków narciarskich w składzie: podopieczni Stefana Horngachera – Stefan Hula, Jakub Wolny oraz Krzysztof Miętus, a także byli skoczkowie Kamil Skrobot i Grzegorz Miętus. Oczywiście nie mogłem oprzeć się okazji do zrobienia sobie pamiątkowego zdjęcia i udało mi się namówić Stefana Hulę oraz Krzysztofa Miętusa. Sport kolejny raz pokazał, że jest czymś wyjątkowym i jak nic innego potrafi łączyć ludzi. Cała serdeczność tego dnia była niesamowita, obcy ludzie rozmawiający ze sobą jak starzy znajomi wymieniający się spostrzeżeniami na temat jazdy Roberta, dziennikarze rozmawiający z kibicami na każdym kroku, a to wszystko dzięki jednemu człowiekowi, w którego wiara budowała całą atmosferę.

Jednak czasy okrążeń nie były w tych testach najważniejsze, zespół Renault sprawdzał czy polski kierowca jest w stanie wrócić jako pełnoetatowy kierowca wyścigowym do Formuły 1. Kubica kolejny raz udowodnił, że jest gotowy do powrotu, z ograniczoną ruchomością prawej ręki utrzymywał podczas długich wyjazdów równe, wyścigowe tempo, podczas krótkiego wyjazdu symulującego kwalifikacje uzyskał świetny czas, co pozwoliło mu zająć czwarte miejsce w testach.
Ta piękna historia może skończyć się happy endem, tym bardziej, że polscy kibice pokazali, jaki potencjał marketingowy ma zatrudnienie Roberta. Nie możemy się oszukiwać, że wystarczy być dobrym kierowcą, F1 to wielki biznes i marketing danego kierowcy jest równie ważny co umiejętności. RK udowodnił swoją przydatność sportową, a kibice skandując na sam koniec „Merci Renault” dopełnili ten tort piękną, dorodną truskawką.

Na sam koniec dziękuję wszystkim moim towarzyszom tej niezwykłej podróży, dzięki Wam spełniłem swoje największe marzenie, mam piękne wspomnienia i nadzieję, że na tym nie skończymy wspólnych wyjazdów.

 Relacja własna 
 

 

Udostepnij!

Dodaj komentarz