Janusz Piechociński o organizacji ZIO 2022 w Krakowie: Zastaw się, a postaw się nie wchodziło w grę.

Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Sport jest ważny, wiedza o upodobaniach i sportowych pasjach też. Na przykład na początku poznawania partnera warto Premierowi Abe w Tokio wspomnieć nie tylko o największej kolekcji mieczy samurajskich czy restauracji kuchni japońskiej, ale przypomnieć Igrzyska w Tokio i Irenę Szewińską – mówi Janusz Piechociński w rozmowie z Awangardą Narciarstwa.

Na chwilę przed wielkim świętem sportu w Korei zapraszamy Państwa do wywiadu o polskim sporcie i nie tylko.

Szymon Rogalski: Każdy z naszych wywiadów w ostatnim okresie zaczynamy od tego samego pytania, jaki medalowy plan minimum zakłada Pan dla Polskiej reprezentacji w Korei? Kto sprawi nam najwięcej radości?

Janusz Piechociński: To jest sport. Ostatnie Igrzyska były dla nas bardzo obfite. W Soczi reprezentanci Polski zdobyli sześć medali olimpijskich – cztery złote, jeden srebrny i jeden brązowy. Staliśmy się medalową potęgą przy skumulowaniu się korzystnych zjawisk. Nasi Faworyci potwierdzali klasę, a były też wielkie sportowe „fuksy”, wbrew klasyfikacjom czy rankingom. Kiedyś Wojciech Fortuna, a później Bródka i drużyna w panczenach. Po Sapporo czekaliśmy 30 lat na kolejny medal. Przyjaźnię się od lat z mazowiecką radną  Erwiną Ferens i wiem jak wytrwale i ambitnie walczyła o ten medal dla Polski. Zabrakło szczęścia, choć przecież jechała z wielkimi nadziejami na Igrzyska. Nawet w skokach medali może powinno być wiele – co najmniej 2 indywidualne i jeden pewniak w drużynie i równie dobrze (tfu tfu na psa i kota urok) może nie być ani jednego. Każdy więc medal powinniśmy przyjąć z radością. Oczywiście, że mamy wielki na przykład w skokach poparty wynikami apetyt . Rok 2018 to jest czas w którym obecny już w historii światowego sportu Kamil Stoch może wyznaczyć nowy szczyt. Jest faworytem ale tu i teraz na skoczni trzeba będzie to obronić .I będzie to niełatwe i dlatego przypominam choćby Ammanna.

SR: Spodziewam się, że to właśnie skoczkom będzie się Pan wyjątkowo przyglądał podczas zbliżającej się imprezy. A może jest jeszcze jakaś dyscyplina bądź zawodnicy, których Pan będzie szczególnie obserwował oprócz skoków narciarskich?

JP: Oczywiście kibicować będę szczególnie wszystkim Polakom. Czekam z utęsknieniem na wielki hokej, dodam do tego z bólem, kiedy pomyślę ze ostatnio bierzemy baty nawet od Węgrów i ze łzami wspominam wygraną w wielkim meczu z ZSRR.

SR: Nie tak dawno Polska starała się o organizację Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Krakowie, czuł Pan zawód, że zrezygnowaliśmy z tego wyścigu? A może uważa Pan, że postąpiliśmy słusznie i koszty takiej imprezy byłyby zbyt wysokie?

JP: I byłem wtedy wicepremierem i ministrem gospodarki a nasz, polski pomysł był taki aby zrobić Mistrzostwa razem ze Słowacją. Promocyjnie warto było tę deklarację złożyć i w ten sposób promować Polskę, Polaków, naszą historię i teraźniejszość, ofertę turystyczną . Jednak na wygraną było jeszcze za wcześnie dodajmy, że byliśmy jeszcze niepewni czy skończył się światowy kryzys europejski, a także baza sportowa była jeszcze zdecydowanie za szczupła. Zastaw się, a postaw się nie wchodziło w grę.

SR: Będąc przedstawicielem polskiego rządu, miał Pan okazję wiele podróżować po różnych krajach. Czy uważa Pan, że polski sport ma markę na świecie? Zdarzyło się Panu odczuć, że gdzieś setki kilometrów stąd kojarzy się polskich sportowców, chociaż w jakiś niewielki sposób?

JP: Z tym podróżowaniem po wielu krajach to lekka przesada. Na przykład przez 3 lata realizacji Go China jako wicepremier ani razu nie byłem w Chinach. Za to moi pracowici wiceministrowie odpowiedzialni za ten rynek na dobrą sprawę z delegacjami biznesu nie wysiadali z samolotów. Nadrobiłem to zaś już po wyborach 2015 roku. Założyłem Izbę Polska Azja i jako społeczny jej prezes zorganizowałem kilka misji gospodarczych. W 2014 roku zrobiliśmy badanie, co chińskie elity kojarzą z Polską. Okazało się, że nawet ukochany w Azji Chopin nie kojarzy im się z Polską. Obecnie zaś najbardziej trwały, rozpoznawalny znak to dalej zespól Mazowsze, strój łowicki i uwaga Lewy. Prezydent Xi kocha piłkę nożną, w ostatnich latach biznes chiński tylko na same transfery piłkarzy i trenerów z innych krajów wydał ponad pół miliarda euro. Stadiony są pełne a zainteresowanie piłką europejską olbrzymie. Doświadczył tego Robert Lewandowski w czasie ostatniego tournée Bayernu po Chinach. Proszę wiec się nie dziwić, że w pracach Izby poszerzenie kontaktów także w sporcie jest bardzo ważne. W polskiej reprezentacji młodzików w ataku gra syn polskiego Chińczyka, w Chinach świetnie i z wdzięcznością wspominają obecność trenera Strejlaua. Na turnieju międzynarodowym grała U15. Marzy mi się, aby Reprezentacje Kobiece Chin i Polski na Stadionie Narodowym zagrały przy okazji wejścia dużej chińskiej firmy na rynki Europy Środkowo Wschodniej. Pomarzmy, w finale Ligi Mistrzów 2022 moja Alibaba Legia Warszawa wygrywa z moją Barceloną nie tylko na boisku, ale i kapitałem. Skoro więc Robert jest powszechnie rozpoznawalnym polskim znakiem, a prezesi chińskich klubów widzą Lewego w swoich składach, to proszę się nie dziwić, że apelowałem do Anny Lewandowskiej o to, aby w kolejnej wypowiedzi o sportowej emeryturze Roberta w Los Angeles po Bayernie Madrycie czy Londynie przed Los Angeles wymieniła Pekin, czy Szanghaj. Sport jest ważny, wiedza o upodobaniach i sportowych pasjach też. Na przykład na początku poznawania partnera warto Premierowi Abe w Tokio wspomnieć nie tylko o największej kolekcji mieczy samurajskich czy restauracji kuchni japońskiej, ale przypomnieć Igrzyska w Tokio i Irenę Szewińską. W Emiratach Arabskich zaś w rozmowie z następcą tronu warto wiedzieć, że jest właścicielem Manchesteru City i pogadać o aktualnej sytuacji w tabeli widząc na półce Puchar Anglii. W Teheranie zaś nawiązać do Mistrzostw Świata w Polsce i siły irańskiej siatki. W obszarze sportu i kibicowania także można pokazać, że są wspólne pasje i okazać stosowny szacunek i uznanie. Łatwiej potem przechodzić do eksportu, importu czy inwestycji. Minister Gospodarki Holandii jest wielkim fanem Ajaksu i tak przygotował moją roboczą wizytę, że wieczorem wzięliśmy udział w meczu Ajaks z Omonią Nikozja, a Marc Overmars (tak, ten wielki Marc Overmars) podarował mi koszulkę Milika (otrzymał ją w prezencie najlepszy strzelec turnieju halowego zorganizowanego przez mój UKS Iwiczna ), który strzelił w tym meczu bramkę. Kierownictwo Volkswagena podarowało mi koszulkę reprezentacji Niemiec (przekazałem na licytację WOŚP) z podpisami całej reprezentacji w składzie, gdy zdobyła Mistrzostwo Świata.

SR: Jako że starał się Pan być zawsze blisko polskiej wsi to mam pytanie właśnie odnośnie sportu na terenach wiejskich. Czy uważa Pan, że sieć klubów i obiektów jest w naszym kraju odpowiednio rozwinięta? Czy wykorzystuje się potencjał sportu w aktywizacji młodych osób na terenach wiejskich?

JP: Trzeba nam nie tylko Orlików i innej infrastruktury sportowej, ale i pasjonatów. Nie tylko instytucji jak UKS czy LZS ale też tysięcy społeczników, którzy zainwestują swój czas. Cieszę się, że tak stawia sprawę Prezes Boniek i rośnie zainteresowanie profesjonalistów animacją sportu masowego. Cieszę się, że coraz częściej wchodzi w to czołowy polski biznes w ramach nie tylko marketingowej społecznej odpowiedzialności, ale ciągle tego jest mało. Kiedy 20 lat temu mój syn miał 5 lat, to założyłem na boisku mojej szkoły w Nowej Iwicznej niedzielną szkółkę piłkarską. Potem powstał UKS Iwiczna, który dalej świetnie funkcjonuje, ale w dalszym nie tylko na polskiej wsi możemy i powinniśmy robić więcej. Prosta alternatywa: wychowywać poprzez sport, czy płacić wielką cenę za nieaktywność w tym względzie. I uwaga nie kieruje tego dylematu tylko do władzy państwowej czy samorządowej i biznesu. Kieruję  do wszystkich. Bez społecznikowskiego zaangażowania samo z siebie się nic nie zrobi.

SR: Niedawno dość żartobliwie na twitterze rozgorzała dyskusja o starcie Adama Małysza w wyborach prezydenckich, a wziął w niej udział sam prezes Boniek. Skoro mamy rockmena na politycznym świeczniki, to może doczekamy się kiedyś jakiegoś sportowca w głównej politycznej roli?

JP: W rolach mniejszych z sukcesem sportowcy występują. Mówiłem już o Erwinie, wielkim dla mnie przykładem zaangażowania społecznego był Kazimierz Górski. Dla mnie jeszcze bardziej był bohaterem, gdy po latach sportowych sukcesów u kresu swojego życia jechał kilkaset kilometrów, aby na turnieju trampkarzy wręczyć puchary, czy zrobić sobie zdjęcie z kandydatem na Lubańskiego, Deynę  Szarmacha czy Lewandowskiego.

SR: Które sportowe wydarzenie jest dla Pana niezapomniane? A może nawet do dziś wywołuje ciarki na samą myśl?

JP: Wielkie wygrane z Mistrzostw Świata siatkarzy. Gdzieś tam w necie jest zapis o mojej niekontrolowanej radości po wygranej z Brazylią. Pamiętam ten Meksyk i dane było mi na żywo zobaczyć nową  historię. Mecz rewanżowy z Anglią przed MŚ w Niemczech, lanie na stadionie Schalke i cud Dudka w karnych. Jest tego przecież jeszcze więcej…

SR: Największy sportowy bohater dla Pana to…?

JP: Federer. Im starszy tym lepszy. Sukces nie zawrócił w głowie nie tylko na sportowej arenie, ale i w życiu.

SR: I na koniec wychodząc naprzeciw oczekiwaniu wielu naszych czytelników zapytam o twittera. Będą jakieś specjalne ciekawostki w czasie Igrzysk?

JP: Oczywiście kibic Piechociński tak ma. Polska, Biało-czerwoni!

Udostepnij!

Dodaj komentarz