Tomasz Sikora: Najbardziej liczę na indywidualne starty Moniki i Weroniki.

foto: Sebastian Borowski

Na niecały miesiąc przed Igrzyskami zapraszamy Państwa do lektury o biathlonie i nie tylko. Tomasz Sikora dla Awangardy Narciarstwa odpowiada na pytania dotyczące przyszłości, tej najbliższej i trochę dalszej.

Redakcja: Czym się teraz Pan głównie zajmuje?

Tomasz Sikora: Po zakończeniu zawodniczej przygody w 2012 roku rozpocząłem własną działalność, którą prowadzę do dziś. Natomiast po zakończeniu pracy w Polskim Związku Biathlonu dostałem dwie oferty pracy jako trener z zagranicy. Powiem szczerze, że namieszało mi to w głowie, tym bardziej że na zastanowienie miałem tylko 3 dni, a ta reprezentacja ma ogromne szanse na medale olimpijskie. Doszedłem do wniosku, że potrzebuję odpoczynku. Jednak nie zrezygnowałem całkowicie z biathlonu, od lutego będę ekspertem Eurosportu.

R: Jaki plan minimum zakłada Pan dla Polski jako kibic, jeśli chodzi o Igrzyska? Jaki wynik powinni osiągnąć nasi reprezentanci, by Pjongczang zapisało się pozytywnie? Zarówno chodzi mi o wynik całej naszej kadry olimpijskiej, jak i samych biathlonistek i biathlonistów.

TS: Jeśli chodzi o całą reprezentację, minimalnie zakładam 2 medale. Są one przewidziane dla skoczków narciarskich. Osobiście jednak liczę na 4 medale, 3 dla skoków i 1 dla kogoś z biathlonistów, biegów narciarskich (Justyna) lub panczenistów.

R: W jednym z wywiadów z początku sezonu znalazłem Pana wypowiedź, w której mówił Pan, że to sztafeta kobiet jest największą medalową nadzieją, jeśli chodzi o biathlon. Podtrzymuje Pan to zdanie?

TS: Sztafeta może odnieść sukces, ale w dużej mierze opiera się to o pomyłki faworyzowanych ekip. Szczerze mówiąc, najbardziej liczę na indywidualne starty Moniki i Weroniki. Jednak, by osiągnąć sukces muszą poprawić bieg, ponieważ do tej pory oscylują w granicach 20-25 miejsc, a to może przynieść powodzenie tylko w przypadku złych warunków pogodowych.

R: A może nie ma sensu w ogóle rozpoczynanie tematu medalowego? Przecież, gdyby spojrzeć na wyniki Weroniki Nowakowskiej i sztafety chłodnym okiem to tam nie ma podium i niepotrzebnie jako kibice nakładamy presję?

TS: Tak jak wspomniałem wcześniej, potrzebna jest poprawa biegu. Weronika strzelecko to czołówka światowa, wystarczy to utrzymać.

R: Panu lepiej biegało się z presją, czy raczej wolał Pan wyskakiwać z drugiego szeregu?

TS: Ja bardzo lubiłem presję. Najwięcej swoich dobrych wyników osiągałem, gdy „stałem pod ścianą”. Im większy stres odczuwałem przed startem, tym lepszy osiągałem wynik. Oczywiście gdy byłem dobrze przygotowany

R: Duże imprezy, a szczególnie Igrzyska rządzą się swoimi prawami. Co może okazać się decydujące w walce o medale w Pjongczang? Nie tylko w kontekście polskiej kadry, ale całej stawki. O jakie szczegóły powinni zadbać i o czym pamiętać biathloniści, którzy widzą siebie w roli kandydatów do medalu?

TS: Wszyscy którzy jadą na IO by walczyć o medale, są profesjonalistami. Wiedzą co trzeba robić. Najważniejsze jest jednak by zadbać o zdrowie. Najgorsze co może się zdarzyć to jakaś infekcja.

R: Jak skomentowałby Pan doniesienia o tym, że prawdopodobnie na trasach w Korei zabraknie Ole Einara Bjoerndalena?

TS: Bardzo bym chciał zobaczyć Ole w Korei. Jednak patrząc na „Króla” już w Ostersund, można było zauważyć że nie jest sobą. Już wtedy wiedziałem że przed nim ciężkie zadanie, tym bardziej że Norwegowie mają wielu utalentowanych zawodników, którzy nie odpuszczą. Z drugiej strony byłbym zdziwiony, gdyby Ole chciał pojechać tylko jako uczestnik a nie walczyć o medale.

R: Wspominał Pan kiedyś, że Wiesław Ziemianin użyczył Panu swoich nart przed startem na MŚ w 2004 roku i dojechał Pan w nich po medal. Czy obecnie według Pana w naszej kadrze zarówno męskiej, jak i żeńskiej też panuje taki pozytywny duch zespołu?

TS: Dziś zawodnicy i zawodniczki są inni. W sporcie tacy ludzie jak Wiesław są „na wyginięciu” lub już ich nie ma. To były inne czasy i inne relacje.

R: Jak to się stało, że dyscyplina, która jest tak bardzo medialna, która w Niemczech bije rekordy popularności i zasięgiem przebija nawet skoki narciarskie jest w naszym kraju nieco niedostrzeżona? Mamy przecież medale Mistrzostw Świata, mamy olimpijskie srebro, a cały czas biathlon jest sportem trochę schowanym i nieprzebijającym się do świadomości przeciętnego polskiego kibica.

TS: Biathlon według mnie to najbardziej widowiskowa dyscyplina zimowa. Niestety, by wybić się w Polsce, dyscyplinie potrzeba indywidualności jak Justyna czy Kamil. W biathlonie mamy sukcesy, jednak zdarzają się zbyt rzadko.

R: Rozumiem, że wybieganie na wiele lat do przodu w sporcie nie ma wielkiego sensu. Mimo to chciałbym zapytać, gdzie widzi Pan polski biathlon za 4 lata na kolejnych Igrzyskach. Są powody do optymizmu, czy raczej trzeba podnosić alarm?

TS: Zdecydowanie są powody do optymizmu. Szczególnie w kobiecym biathlonie. Mamy kilka młodych, bardzo utalentowanych dziewczyn, a jedna z nich to prawdziwa petarda

R: Gdzie widzi siebie Tomasz Sikora za 5-10 lat?

TS: Hahaha, to najtrudniejsze pytanie z całego wywiadu… Będę szczęśliwym człowiekiem, a gdzie? Czas pokaże.

Panu Tomaszowi dziękujemy za udzielone odpowiedzi i życzymy powodzenia w eksperckiej roli.

 

Udostepnij!

Dodaj komentarz